Krawate Kimono story

Krawate Kimono story

Cześć! Jestem Patrycja i razem z moją mamą tworzymy dodatki (gumki do włosów, opaski na oczy) z jedwabnych krawatów z odzysku. Jesteśmy Krawate Kimono – to chyba najważniejsze, co powinniście wiedzieć. Kolejne to to, że mamy już na tym punkcie delikatnego świra – krawaty widzimy wszędzie, zbieramy je jak pokemony, aby potem szyć z nich cuda.

Podobno najlepszym produktem jest to, co rodzi się z potrzeby zaspokojenia jakiegoś braku. W tym przypadku właśnie tak było. Lubię zmiany, a pandemia i izolacja sprawiły, że jedyne większe zmiany w życiu siłą rzeczy musiały się zadziać w raczej bardziej introwertyczny sposób – we mnie. Zaczęłam baczniej przyglądać się swojemu czasowi oraz temu, w jaki sposób o siebie dbam. Kwestie tego, w jaki sposób zaczęłam się o siebie troszczyć wewnętrzne zostawię na inną okazję (lub nie wrócę do tego nigdy, bo to chyba nie jest miejsce na to :)), ale z przyjemnością podzielę się nieskomplikowaną historią o tym, jak potrzeba zewnętrznego zadbania o siebie została matką tego “wynalazku”.

Jak Krawate Kimono narodziło się z potrzeby

Włosing – każda włosiara czy włosomaniaczka zna ten termin doskonale. Ja włosiarą nie jestem, zwyczajnie nie zawsze mam czas i cierpliwość podchodzić z taką pasją do mycia włosów, ale za to jestem wielką fanką słuchania ludzi mądrzejszych ode mnie – stąd chętnie korzystam z prostych rad takich osób. Na jednym z włosingowych instagramów zobaczyłam sposób na zawiązywanie włosów uciętą, długą skarpetą, lub kawałkiem materiału. No i się zaczęło.

Krawate Kimono

W moim przypadku wyszło dosć kretyńsko – ucięta skarpeta ukradziona mojemu facetowi okazała się być zbyt krótka. Rzuciłam się na ścinki pozostałe po sypialnianych, grubych zasłonach. Działało przez parę nocy, potem zaczęło się pruć. Przez większość życia, gdy tylko coś się pruło czy psuło, zanosiłam to do mojej mamy krawcowej, która jest mistrzynią przeróbek. Przywileje jednak się skończyły wraz z wyjazdem 300 km od domu, stąd musiałam sobie poradzić inaczej. Zaczęłam szukać nowego materiału i tak oto w historii pojawił się jedwab.

PATRZ, CO USZYŁAM

Z mamą jestem w dość regularnym kontakcie, nie omieszkałam więc pożalić się na mój włosingowy problem. W trakcie rozmowy wspomniałam o tym, czym właściwie charakteryzuje się cały ten festiwal masek i olejów, naturalnie przeszłyśmy na temat jedwabnych czepków, gumek scrunchies i bawełnianych koszulek do wyciskania włosów itp. itd. Mama zaproponowała, abym znalazła po prostu kawałek jedwabnego materiału w sklepie z pasmanterią nieopodal i tyle. Poszłam więc. Wróciłam z pustymi rękami: na miejscu znalazłam bardzo cienki i drogi kawałek, totalnie nie to. Wtedy mój chłopak powiedział:

“Ej, krawaty są przecież jedwabne. Mam taki w szafie, lol”

Pół dnia później dostałam od mamy telefon rozpoczynający się zdaniem: “Cześć, a wiesz co pomyślałam? Że krawaty przecież są jedwabne…”.

Krawate Kimono

Poszłam więc do szmateksu w celu znalezienia idealnego krawata. Zadanie nie było skomplikowane, ponieważ sklepy z używaną odzieżą znam i odwiedzam od nastu lat za sprawą miłości do oryginalnych ciuchów, cen za kilogram i mamy krawcowej, która w razie czego zawsze może coś przerobić. Kupiłam dziada, uciełam mu gruby koniec nożyczkami, zawiązałam na głowie i podziałało. Okazało się, że krawat dzięki jedwabej powłoce rewelacyjnie po nocy się ściąga, nie plącze włosów i nie gniecie ich. Pochwaliłam się mamie udaną misją, a ona powiedziała:

“To fajnie! Bo ja też kupiłam jedwabny krawat! Uszyłam na próbę gumeczkę i opaskę na oczy, prześlę Ci zdjęcie”

No i okazało się, że zestaw wygląda fantastycznie. Okazało się również, że kupno prawdziwego, jedwabnego krawata wymaga sporej wnikliwości. Wieloletnie doświadczenie w krawiectwie pozwoliło mamie na wyłapywanie prawdziwych, jedwabnych krawatów i eleminowaniu tych, które są zrobione z zupełnie innych materiałów niż opisywał to producent na metce. Nie było siły, trzeba było zrobić z tego coś większego.

Pierwsza opaska na oczy, czyli początki Krawate Kimono

Dobrodziejstwa opasek na oczy poznałam jednak dopiero po tym, gdy mama wysłała mi pierwszą partię handmadeowych zestawów z krawatów. Wyglądały profesjonalnie, w designie zakochałam się od razu. Nigdy wczesniej takich nie miałam, kojarzyły mi się raczej z podróżami samolotem i paniami w łóźkowych pieleszach ze starych filmów. Jestem z tych, którzy “nie lubią spać”, więc taka opaska brzmi jak niezły ratunek, w dodatku narodzony w fantastycznych okolicznościach! W trakcie moich prywatnych testów postanowilam wypuścić pierwszą partię dla znajomych, którzy są zaprzyjaźnieni z opaskami od dawna. Wyniki: rewelacja. Tym, którzy często budzą się w nocy opaski pozwalają szybciej wrócić do snu i utrzymać go głębszym, osobom pracującym nieregularnie – wyspać się w środku dnia, uwielbiającym spać twarzą w poduszce (jak wy się nie dusicie?) nie mieć zagnieceń od poduszki na skórze

Teraz, gdy mam dostać nową partię opasek i gumek, czekam na nią jak na prezenty od mikołaja. W związku z tym, że każdy zestaw to inna historia i inny krawat, oglądam je jak dzieła sztuki, sprawiają mnie i mamie wiele radości.

Zapraszam do sekcji “sklep” na swoje jedwabne i ekologiczne zakupy.
Jeżeli masz jakieś preferencje czy chciałabyś/chciałbyś produkt spersonalizować (dobrćc kolor, wielkość) – pisz śmiało 🙂

Powrót do góry